czwartek, 4 czerwca 2015

chapter 1

Na dworze było już prawie ciemno, kiedy nocne chmury zaczęły zakrywać zachodzące słońce. Siedziałam w czarnym samochodzie Jackson'a, cała zestresowana. Dokładnie wiedziałam co miałam robić, nagle usłyszałam pierwsze strzały. Strach opanował moje ciało. A co jeśli Luke tam jest ?! A co jeśli coś mu się stanie ?! Tysiące pytań męczyło moją psychikę. Wiedząc, że teraz jest mój czas, bez żadnych problemów wysiałam z niskiego samochodu i ruszyłam do wielkiego, jasnego budynku. Starałam się być niezauważona. Udało się. Weszłam do mojego celu i zaczęłam przeszukiwać półki z przeróżnymi teczkami szukając tej jedynej, nagle poczułam jak ktoś zasłania mi usta ręką. Na mojej twarzy pojawił się cwany uśmieszek. Ten kretyn zapomniał, że ja również mam ręce i potrafię ich użyć... żałosne. Prawą ręką chwyciłam jego i wykręciłam tak, że mój przeciwnik uklęknął na kolana, nie zamierzałam się z nim bawić jednym zwinnym ruchem strzeliłam w jego skroń. Ciało blondyna opadło na zimną posadzkę pokoju. Dopiero zauważyłam kto to jest.. to Luke. Jak mogłam go nie rozpoznać ?! Zabiłam. Zabiłam go. Zabiłam mojego przyjaciela. Ostatnia łza spłynęła po moim policzku. 

Poczułam ból. Ból w sercu. Momentalnie się obudziłam, to tylko zwykły koszmar.. Ten sam który dręczy mnie już od 3 lat.. co roku w ten sam dzień. 26 września, dzień śmierci Luke'a. Pewnie jako jego najlepsza przyjaciółka powinnam być teraz na jego pogrzebie i płacząc z jego  rodziną, prosząc o to żeby wrócił. Myślałam o tym, ale  kurwa co ze mnie za przyjaciółka skoro to ja go zabiłam ?! Miałam jego krew na swoich rękach ! Po moim policzku spłynęła jedyna łza.. ta sama spada co roku. Co roku wracają wszystkie dobre i za równo złe chwile z zatroskanym blondynkiem. Pamiętam jego słowa '' Nie upadaj, jeśli ktoś cię zrani. Leć, wznoś się.. a pewnego dnia ktoś zasłuży by być chroniony przez twoje skrzydła '' Zawsze mi to mówił, byłam jego Aniołkiem. Dobra.. Laura, ogarnij się. Wzięłam do ręki swojego i'phone. Już 7:44.. chyba powinnam .. mm zacząć się szykować. Wstałam z mojego królewskiego łoża i weszłam do łazienki. Moje oczy były podpuchnięte, za pewnie płakałam przez sen. Przepłukałam wodą twarz, czułam się lepiej. Fantastyczny dzień na pierwszy raz w nowej szkole, nie ma co. Westchnęłam i z wielkim grymasem ruszyłam pod szybki prysznic. Założyłam na siebie pierwszy lepszy komplet ubrań, nałożyłam mocny makijaż i zeszłam na duł.

 
- Witaj... - usłyszałam głos mojego ojca, był dość nie pewny.. no co się dziwić, w końcu nienawidzę go, a jestem tu od wczoraj. -.. córeczko. - dodał.
- Tsaa... hej. - mruknęłam z wymuszonym uśmiechem.
- Gdybyś zeszła jakieś 5 minut temu, Louis zabrał by Cię ze sobą do szkoły... - zaczął David.. tak, dla mnie zawsze mój ojciec był David, nie pamiętam kiedy nazwalam go po prostu Tata.
- Nie ma potrzeby. - próbowałam go zbyć.. ten facet serio działał mi na nerwy.
- Laura.. - zaczął.
- Przestań udawać miłego, kochanego ojca, ok ?! Zrozum, że cię nienawidzę i nie zamierzam słuchać twojego okropnego głosu, który sprawia że we mnie się gotuje 24 godziny na dobę. - wysyczałam przez zęby, rzucając nożem sprawiając że wbił się idealnie w deskę do krojenia. Nie dostając odpowiedzi od mojego najlepszego ojczulka prychnęłam pod nosem, wystarczająco głośno by on to usłyszał i opuściłam to pomieszczenie mijając w progu Johannah, rzucającą w moją stronę zdziwione spojrzenie. No tak.. ukochana żona Davida. Nienawidzę jej. Nienawidzę wszystkich. Szybkim i zwinnym ruchem wsiadłam do mojego czarnego ferrari.  Biłam się z myślami czy faktycznie chcę jechać do tej nowej szkoły i po raz kolejny zaczynać.. to wszystko. Przegrałam tę bitwę. Chcę zacząć żyć na nowo, zamknąć wydarzenia z mojego dotychczasowego życia w szufladce  z napisem '' Przeszłość ''... ale czy mi się uda ? Westchnęłam kiedy moim oczom ukazał się wielki pódrowo-różowy budynek... no to chyba czas zacząć nowe życie.

_____________________________________________________________________

No więc.. jest 1. rozdział. Nie mam pojęcia czy on wam się podoba... mi no tak sobie... nic się w nim nie dzieję, ale w 2. mogę już zdradzić będzie więcej ciekawych... sytuacji. Jak na razie tu jest wprowadzenie. Oczywiście jak się domyślacie rozdział się zaczyna od snu Laury.. głównej bohaterki.. zamierzam stworzyć zakładkę BOHATEROWIE, gdzie będziecie mogli ich sobie bardziej wyobrazić. Możecie jej już wyczekiwać, ponieważ mam ogólny zarys bohaterów. No więc, dziękuje, że przeczytaliście moje wypociny xdd

PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY :"( 

#Never_Be_Alone

sobota, 11 kwietnia 2015

prologue

                                                                               29 czerwca 2012r 
Drogi Pamiętniku.

Imprezę, na której byłam zapamiętam na zawsze... Bezzwłocznie starałam się wyszukać wzrokiem grupę moich przyjaciół w zatłoczonym pomieszczeniu. Impreza zdawała się powiększać, gdy tylko zapadł zmrok. Dom ledwie mieścił liczną grupę nietrzeźwych nastolatków. Wszyscy ocierali się o siebie, co swoją drogą przyjemne nie było. Swoim wzrokiem odnalazłam Rose i... Mike'a. Chwila, MIke ?! Przecież on był.. a teraz całuje Rose ? To nie dorzeczne... czułam jak do moich oczu napływają łzy, opuściłam wille jednego z moich znajomych. Zawiedziona spojrzałam na budynek i ruszyłam przed siebie już wtedy nie hamowałam swojego płaczu, kolejne łzy leciały po policzkach, żeby schować się w moich długich, czarnych, bujnych włosach, lub po prostu samotnie spaść i zmoczyć chodnik, którym kierowałam się nie zwracajać uwagi na to gdzie jestem. Rose to moja przyjaciółka, nie powinna mi tego robić, mimo tego że w jej żyłach buzuje niezliczona ilość alkoholu. Nawet nie zauważyłam kiedy pojawiłam się w swoim salonie, mamy jak zwykle nie było, co sprawiało, że mój humor jeszcze sie pogorszył. Weszłam do mojego pokoju i spojrzałam w lustro, czarne od makijażu łzy swobodnie wypływały z moich oczu, nie wytrzymując presji walnęłam ręką w lustro, które momentalnie rozbiło się na miliardy małych kawałków i pokaleczyło zewnętrzną stronę mojej dłoni. Łzy jeszcze bardziej zaczęły lać się z moich brązowych oczu, które są obecnie przepełnione złością na samą siebie, uwierzyłam mu, że kocha tylko mnie, nienawidzę siebie za to. Nie zastanawiając się, wzięłam jednen odłamek szkła z rozbitego lustra i powoli zaczęłam robić kreski na lewym nadgarstku, z ran leciała krew, która lądowała prosto na jasne panele, łzy moczyły każdą z kresek, co sprawiało jeszcze większy ból, ale lepiej jest czuć ból fizyczny nisz psychiczny. Ból fizyczny ma w sobie tyle dobrego, że jeśli przekroczy pewne granice, zabija. Ból psychiczny, kiedy boli nas serce, zabija nas codzinnie od nowa, jednak ciągle żyjemy. Miną dni, tygodnie, miesiące, lata.. jednak on wraca i ponowanie zabija. Mija czas, jednego dnia jest lepiej, jednego gorzej, jakoś się plecie, nie najlepiej, ale jakoś. Tylko niczego nie da się zapomnieć. Po prostu nie da. Pod wpływem myśli przecięłam tę jedną najważniejszą rzecz, która sprawiła, że moje ciało bezwładnie opadło na zimną i zakrwioną podłogę. Ból, strach, złość i sen.. wiem, że moje życie dobiega końca, a jeśli nie, już nigdy nie będzie takie same..

__________________________________________________________________

No więc, jest prolog.. pracowałam nad nim, chyba jest ok.. chcę wspomnieć, że prolog jest pisany jako wspomnienie głównej bohaterki, Laury, jak  widzicie data jest 2012 rok, czyli 3 lata temu. Rozdział 1 już będzie pisany w normalnym czasie, co zobaczycie już nie długo,  postaram się dodawać jakoś tak regularnie, skoro dziś jest sobota, wiec może nowy rozdział będzie za tydzień 18 kwietnia ;>

PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY :'( 

#Never_Be_Alone