Poczułam ból. Ból w sercu. Momentalnie się obudziłam, to tylko zwykły koszmar.. Ten sam który dręczy mnie już od 3 lat.. co roku w ten sam dzień. 26 września, dzień śmierci Luke'a. Pewnie jako jego najlepsza przyjaciółka powinnam być teraz na jego pogrzebie i płacząc z jego rodziną, prosząc o to żeby wrócił. Myślałam o tym, ale kurwa co ze mnie za przyjaciółka skoro to ja go zabiłam ?! Miałam jego krew na swoich rękach ! Po moim policzku spłynęła jedyna łza.. ta sama spada co roku. Co roku wracają wszystkie dobre i za równo złe chwile z zatroskanym blondynkiem. Pamiętam jego słowa '' Nie upadaj, jeśli ktoś cię zrani. Leć, wznoś się.. a pewnego dnia ktoś zasłuży by być chroniony przez twoje skrzydła '' Zawsze mi to mówił, byłam jego Aniołkiem. Dobra.. Laura, ogarnij się. Wzięłam do ręki swojego i'phone. Już 7:44.. chyba powinnam .. mm zacząć się szykować. Wstałam z mojego królewskiego łoża i weszłam do łazienki. Moje oczy były podpuchnięte, za pewnie płakałam przez sen. Przepłukałam wodą twarz, czułam się lepiej. Fantastyczny dzień na pierwszy raz w nowej szkole, nie ma co. Westchnęłam i z wielkim grymasem ruszyłam pod szybki prysznic. Założyłam na siebie pierwszy lepszy komplet ubrań, nałożyłam mocny makijaż i zeszłam na duł.
- Witaj... - usłyszałam głos mojego ojca, był dość nie pewny.. no co się dziwić, w końcu nienawidzę go, a jestem tu od wczoraj. -.. córeczko. - dodał.
- Tsaa... hej. - mruknęłam z wymuszonym uśmiechem.
- Gdybyś zeszła jakieś 5 minut temu, Louis zabrał by Cię ze sobą do szkoły... - zaczął David.. tak, dla mnie zawsze mój ojciec był David, nie pamiętam kiedy nazwalam go po prostu Tata.
- Nie ma potrzeby. - próbowałam go zbyć.. ten facet serio działał mi na nerwy.
- Laura.. - zaczął.
- Przestań udawać miłego, kochanego ojca, ok ?! Zrozum, że cię nienawidzę i nie zamierzam słuchać twojego okropnego głosu, który sprawia że we mnie się gotuje 24 godziny na dobę. - wysyczałam przez zęby, rzucając nożem sprawiając że wbił się idealnie w deskę do krojenia. Nie dostając odpowiedzi od mojego najlepszego ojczulka prychnęłam pod nosem, wystarczająco głośno by on to usłyszał i opuściłam to pomieszczenie mijając w progu Johannah, rzucającą w moją stronę zdziwione spojrzenie. No tak.. ukochana żona Davida. Nienawidzę jej. Nienawidzę wszystkich. Szybkim i zwinnym ruchem wsiadłam do mojego czarnego ferrari. Biłam się z myślami czy faktycznie chcę jechać do tej nowej szkoły i po raz kolejny zaczynać.. to wszystko. Przegrałam tę bitwę. Chcę zacząć żyć na nowo, zamknąć wydarzenia z mojego dotychczasowego życia w szufladce z napisem '' Przeszłość ''... ale czy mi się uda ? Westchnęłam kiedy moim oczom ukazał się wielki pódrowo-różowy budynek... no to chyba czas zacząć nowe życie.
_____________________________________________________________________
No więc.. jest 1. rozdział. Nie mam pojęcia czy on wam się podoba... mi no tak sobie... nic się w nim nie dzieję, ale w 2. mogę już zdradzić będzie więcej ciekawych... sytuacji. Jak na razie tu jest wprowadzenie. Oczywiście jak się domyślacie rozdział się zaczyna od snu Laury.. głównej bohaterki.. zamierzam stworzyć zakładkę BOHATEROWIE, gdzie będziecie mogli ich sobie bardziej wyobrazić. Możecie jej już wyczekiwać, ponieważ mam ogólny zarys bohaterów. No więc, dziękuje, że przeczytaliście moje wypociny xdd
PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY :"(
#Never_Be_Alone
